niedziela, 19 sierpnia 2018

Rumunia Rumunii nierówna


Wyruszywszy z bukaresztańskiego dworca o podejrzanie znajomej nazwie Gara de Nord, zmierzam w stronę Transylwanii. Pociąg toczy się w ślimaczym tempie, a temperatura w bombardowanych lipcowym słońcem wagonach nie nastraja optymistycznie. Na szczęście betonowa szarzyzna za oknem rychło ustępuje miejsca znacznie przyjemniejszym dla oka plantacjom słoneczników. A to dopiero początek wizualnych fajerwerków.

niedziela, 15 lipca 2018

Bukareszt chwilowo nieczynny


Bukareszt jest miastem przedziwnym. Raz wydaje mi się szary, ponury, depresyjny, niemal postapokaliptyczny, by za chwilę stać się barwnym, żywym, kipiącym energią i wszechobecną zielenią. A potem znów, jakby chciał mi wymierzyć siarczysty policzek za niesubordynację, odsłania przed zdumionymi oczami szkaradne architektoniczne monstra, niekończące się rzędy nijakich domów bezwstydnie popadających w ruinę i onieśmielające swą gigantycznością ulice.

środa, 15 listopada 2017

Kraniotomia z wybudzeniem


Poniedziałek, godzina siódma trzydzieści rano. O spóźnieniu nie może być mowy, więc na wszelki wypadek docieram do szpitala dwadzieścia minut przed czasem. Z duszą na ramieniu czekam na Philippe'a w umówionym miejscu nieopodal kafeterii, spacerując nerwowo w tę i z powrotem. Moja dzisiejsza wizyta na bloku operacyjnym ma być znacznie dłuższa od poprzedniej, ale nawet w najśmielszych oczekiwaniach nie roję sobie, że trwać będzie aż sześć godzin, podczas których przedefiniuję moje wyobrażenia o tym, jakie widoki są, a jakie nie są nieprzyjemne dla oczu.