czwartek, 7 września 2017

Tremendum et fascinans

 
Świadomość tego gdzie jestem dociera do mnie dopiero w przebieralni. Przedtem jedynie przechadzaliśmy się po korytarzach przypominających raczej korporacyjne biura aniżeli szpital – miejsce, w którym od zawsze czułem się źle i gdzie starałem się spędzać tak mało czasu, jak to tylko możliwe.

piątek, 1 września 2017

Minipowieść z wąsem w tytule


Na początku są mury. Ogromne, masywne i doskonale zachowane. Żadne tam nędzne pozostałości zdruzgotanej wojnami twierdzy. Granic Saint-Paul-de-Vence (wym. sę-pol-de-wąs) broni mięsisty kawał średniowiecznych obwarowań, których widok od wieków musiał budzić respekt. Dziś mury przywodzą raczej na myśl ozdobną skorupę. Przedarłszy się przez nią, trafiam do zupełnie odmiennego świata, stanowiącego mieszaninę kilkusetletniej architektury z umiarkowanie acz konsekwentnie panoszącą się nowoczesnością.

wtorek, 15 sierpnia 2017

Aromatrip


Jeszcze jeden zakręt, a za nim pięć kolejnych... Nie, to jeszcze nie Grasse. To tylko bełkotliwe nagranie kobiety odczytującej nazwy przystanków wprowadziło mnie w błąd. Dopiero półtorej godziny od wyruszenia z pl. Alberta Pierwszego w Nicei mój autobus dociera wreszcie do celu.