czwartek, 25 lutego 2016

4711 – falsyfikat popularniejszy od oryginału


Turkusowy neon z napisem "4711 Echt Kölnisch Wasser" (niem. prawdziwa woda kolońska) wita podróżnych na dworcu głównym. Dokładnie ten sam tekst przewija się jeszcze wielokrotnie na budynkach, szyldach i reklamach porozmieszczanych na kolońskiej starówce. Flakoniki z numerem 4711 na etykiecie zapełniają półki w licznych drogeriach i sklepach z pamiątkami, ostentacyjnie wdzięcząc się do turystów. Ceny najmniejszych opakowań sięgają zaledwie kilku euro, dzięki czemu praktycznie każdy może sprawić sobie niepowtarzalny souvenir z jedynego w świecie miasta, od którego nazwy wywodzi się słynna Eau de Cologne. Komu może więc przyjść do głowy, że "4711" to w rzeczywistości marnej jakości falsyfikat?

Prawdziwa (tym razem naprawdę) woda kolońska – wytwarzana wedle tej samej receptury od ponad trzystu lat – nie potrzebuje krzykliwych reklam. Wtajemniczeni wiedzą, że udać się po nią należy do niepozornie wyglądającego sklepu przy Obenmarspforten. Mieści się on w kamienicy, którą trzy wieki temu zamieszkiwał sam twórca słynnej wody – włoski perfumiarz i przedsiębiorca Giovanni Marina Farina. Ów przybysz z Italii słynął z niebywale rozwiniętego zmysłu węchu oraz gruntownej wiedzy na temat pozyskiwania olejków zapachowych. Można więc śmiało rzec, że kariera w branży perfumiarskiej była mu wprost pisana.

Warto wspomnieć, że Europejczycy z początku XVIII wieku nie zaprzątali sobie zbytnio głowy higieną. Nieprzyjemną woń swych ciał woleli raczej maskować obfitym skrapianiem się wodami toaletowymi o bardzo intensywnych zapachach, aniżeli zażywać codziennych kąpieli. Debiutujący w swej branży Farina stawiał sobie jednak znacznie bardziej wygórowane cele niż produkcja specyfików pozwalających zniwelować jeden zapach drugim. Nie przesadzę, twierząc, że nasz bohater (a z całą pewnością jego nos) wyprzedzał swą epokę, marząc raczej o uchwyceniu efemerycznych woni ze świata przyrody. Gdy w roku 1709 opracował recepturę pierwszej wody kolońskiej (którą ze względu na ówczesne trendy językowe nazwał z francuska Eau de Cologne), jego wyrób w imponującym tempie zyskał światową sławę. Do klientów sklepu Fariny należały takie znakomitości jak Ludwik XV, Napoleon Bonaparte, Maria Antonina, Wolfgang Amadeusz Mozart czy Johann Wolfgang von Goethe. W krótkim czasie woda kolońska zagościła na wszystkich dworach świata. O tym, jak bardzo sam Farina musiał być dumny ze swojego dzieła świadczyć mogą jego słowa skierowane w liście do brata: "Odnalazłem zapach wiosennego poranka we Włoszech, kiedy tuż po deszczu roztacza się woń kwitnących górskich żonkili i pomarańczy".



Czy do produkcji pierwszej wody kolońskiej użyto płatków żonkili nie do końca wiadomo, choć z całą pewnością znalazły się w niej cytrusy, jaśmin czy bergamotka. Dokładna receptura – jak zwykle w takich wypadkach bywa – utrzymywana jest w rodzinnej tajemnicy już od ośmiu pokoleń. Jak można się również spodziewać, znaleźli się także niezliczeni fałszerze, pragnący podrobić dzieło Fariny. Ten zaś zatrudniać miał nawet prywatnych detektywów pomagających mu tropić wszelkie próby tego typu nadużyć. Najskuteczniejszym i bodaj najbardziej perfidnym fałszerzem okazał się być niejaki Wilhelm Mülhens. Oprócz wypuszczenia na rynek podróbek, zadał on sobie nawet trud wejścia w spółkę z kompletnie nieznanym mu dotąd Włochem, który przypadkiem nosił akurat nazwisko Farina, dzięki czemu jego firma mogła oficjalnie umieszczać je na etykiecie, wprowadzając klientów w błąd. Po wielu latach sąd zabronił mu jednak takich praktyk. Ostatecznie więc wyrób ten obdarzono wspomnianą już etykietą "4711" dla upamiętnienia numeru domu przy Glockengasse, gdzie znajdowała się fabryka, w której go wytwarzano.

Nie ma sensu rzecz jasna kategorycznie wypowiadać się na temat zapachów wód kolońskich, których lubienie (bądź nielubienie) jest w oczywisty sposób wyłącznie kwestią gustu. Wspomnieć mogę co najwyżej, że moim zdaniem "4711" śmierdzi starą, poczciwą "przemysławką" lub czymś równie okropnym. Prawdę mówiąc, nie odważyłbym się jej sprezentować nawet najbardziej nielubianemu wujkowi. Głupio mi też trochę, że swego czasu wyrobiłem w sobie błędne przekonanie, jakoby na przestrzeni trzystu lat gusta ulec miały tak diametralnym zmianom, że owa "Echt Kölnisch Wasser" po prostu nie przystaje do dzisiejszych kanonów. Tymczasem oryginalna woda kolońska Fariny (o czym dopiero niedawno miałem okazję się przekonać) pachnie całkiem przyjemnie, a co ciekawe – dedykowana jest zarówno dla kobiet jak i mężczyzn. Z drugiej strony, nie ma się co dziwić, w końcu wiosenny poranek we Włoszech najprawdopodobniej nie ma płci, prawda?

Na koniec wypada jeszcze dodać, że całą garść przedstawionych wyżej informacji na temat historii wody kolońskiej zawdzięczam pani przewodnik z muzeum, w które przekształcony został dom Fariny. Chętnych, by je odwiedzić, uprzedzam, że nie jest to takie proste. Bilety należy kupować z wyprzedzeniem, ponieważ zwiedzanie odbywa się w niewielkich grupach, spośród których tylko dwie w ciągu dnia są anglojęzyczne.

10 komentarzy:

  1. Jak Ty ciekawie piszesz! Każda historia wciąga od pierwszego zdania :) Powiedz mi, proszę, ile czasu zajęło Ci napisanie tego postu? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Tekst do tego posta (jak i do większości innych) pisałem przyrostowo, w każdej wolnej chwili w ciągu dnia. Zwykle wygląda to tak, że za jednym podejściem napiszę jakiś akapit, a potem wprowadzam nieskończone ilości poprawek w całym tekście. Jakby posklejać ten czas w jedną całość, byłyby z tego jakieś trzy godziny.

      Usuń
  2. Dobrze napisany tekst zawsze zainteresuje :) Jak do tej pory wiedziałam tylko, że istnieje coś takiego jak woda kolońska, a więc znacząco poszerzyłam swoją wiedzę na jej temat. Podoba mi się to, że ta prawdziwa jest niedostępna na każdym kroku dla każdego turysty, to czyni ją zdecydowanie wyjątkową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że jesteś wymagającym czytelnikiem, więc tym bardziej dziękuję za dobre słowo. A co do wody kolońskiej, to mogę przynajmniej już być pewnym, że gdy kiedyś zawitasz do Kolonii, na pewno nie dasz sobie wcisnąć podróby. ;)

      Usuń
  3. Dziewczyny mają rację! Bardzo ciekawie przedstawiłeś temat! Nie dość, że przybliżyłeś omawianą kwestię i dzięki Tobie czegoś się dowiedziałam (zwłaszcza to jak nie dać się nabić w butelkę...fałszywej wody), to jeszcze mnie na prawdę zainteresowałeś tą wodą kolońską :)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czytałaś może "Pachnidło" Süskinda? Jest jak najbardziej w zapachowo-perfumeryjnym klimacie. Polecam.

      Usuń
    2. Oczywiście, że czytałam!:) Film też oglądałam, ale już mnie tak nie porwał jak książka. Zwłaszcza, że główny bohater był w nim za piękny, co nie oddawało ducha książki.
      P.S. A jeśli drogi Panie Rybo masz na dniach urodziny, to pozwól że już teraz złożę Ci najlepsze życzenia! :)

      Usuń
    3. Chyba masz rację, bohater o nazwisku Jean-Baptiste Grenouille (fr. Jan-Chrzciciel Żaba) nie kojarzy się zbyt urodziwie. ;)
      PS. No, to sobie wzajemnie "pozłorzeczyliśmy" urodzinowo. :D

      Usuń
  4. Lubię ten styl pisania, że nawet tekst o wodzie kolońskiej czytam od deski do deski. Jestem ciekawa- jaka jest różnica w cenie między obydwiema buteleczkami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę przy najbliższej okazji sprawdzić dokładne ceny w sklepach na starym mieście, ale na gorąco sprawdziłem, że popularny gigant sprzedaży internetowej oferuje "4711" we flakonikach 100ml za ok. 10 euro, tymczasem Eau de Cologne z logo "Farina" znalazłem tam w opakowaniach 30ml za ok. 30 euro (czyli mniej więcej 10 razy drożej). Coś mi świta jednak, że na tę drugą musieli naliczyć sobie niezłą marżę, bo ceny w sklepiku przy muzeum były chyba niższe.

      Usuń