niedziela, 4 października 2015

Przekleństwo powtarzalności

Pokonujemy dobrze znane trasy, chodząc każdorazowo tymi samymi ulicami. Pochłaniamy nieśmiertelne schabowe z kapustą w starym, poczciwym barze na rogu. Zaliczamy obowiązkowy lipcowy urlop nad Bałtykiem z dobrze znanymi kaprysami pogody, żałując, że tym razem nie udało się zarezerwować tego samego pokoju hotelowego co ostatnio, i przedostatnio, i przedprzedostatnio. 

Skąd właściwie bierze się ta nieznośna potrzeba ciągłego wracania do tych samych miejsc, by odgrywać tam wciąż te same rytuały? Dlaczego czasem tak uparcie pragniemy człapać kilka kilometrów z pustym żołądkiem, byle tylko dotrzeć do konkretnego lokalu na skraju miasta, choć nie różni się on praktycznie niczym od dziesiątek knajp w okolicy poza tym jednym szczegółem, że już kiedyś tam byliśmy? Dlaczego tak bardzo denerwuje nas, gdy z ustalonego rytmu ciągłych powtórzeń wybije nas nieoczekiwany remont, przerwa urlopowa czy inne zrządzenie losu?

Gdy spoglądam na mapę Europy, podświadomie zwracam uwagę na miejsca, które już odwiedziłem i natychmiast nabieram ochoty, by znów tam pojechać. Paradoksalnie jednak, każde z tych miejsc dołączyło do listy "must come back" wyłącznie dzięki temu, że któregoś dnia zdołałem się przełamać i wytyczyć sobie nowy, nieznany dotąd cel. Kiedyś przyśnił mi się nawet szalony plan, by odwiedzić wszystkie europejskie miasta tylko po to, by przy kolejnej wizycie w każdym z nich mieć to błogie uczucie powrotu. Ależ to byłoby śmiertelnie nudne...

Dziś wszakże na oryginalność się nie zanosi: Nogi jak zwykle prowadzą mnie same z punktu A do punktu B, gdy wtem z mechanicznego pędu wyrywa mnie nieznajoma twarz kierowcy pytającego, jak dotrzeć do ulicy takiej a takiej. Zdezorientowany sięgam po telefon, bo cóż innego mi zostaje? Wstukuję cierpliwie żądaną lokalizację do wszechwiedzącej aplikacji i po raz kolejny doznaję olśnienia, że to przecież trzecia w prawo, druga w lewo, a potem długo prosto. 

Który to już raz snuję się ulicami Wrocławia tymi samymi ścieżkami? A gdybym tak i ja skorzystał ze wskazówek Google Maps? Wytyczam więc tym razem trasę dla siebie. Wyskakują mi kolejno: Legnicka, Plac Legionów, Grabiszyńska... Nudy. Sam bym na to wpadł... Ale zaraz!... Po wybraniu wariantu dotarcia piechotą pojawia się jeszcze jedna, alternatywna trasa. Wiedzie na skróty przez niewielki park, o którego istnieniu nie miałem pojęcia; przez osiedlowe alejki, a nawet podwórza. A co mi tam?! Stawiam na alternatywę. 

Podążam posłusznie za wskazówkami i z każdym krokiem coraz bardziej rozdziawiam gębę, odkrywając co rusz zupełnie nowy świat. 













7 komentarzy:

  1. Czy te zdjęcia to właśnie z Wrocławia? Mieszkam tu prawie osiemnaście lat, a wszystkie te miejsca wydają mi się obce... No może jedynie rozpoznaję okolicę ze zdjęcia z mostkiem, z pod którego przejeżdża samochód. To chyba wyjazd na bodajże Legnicką, po boku znajduje się Lidl. Przyznaję, że czytając ten post myślałam sobie, a ja tam nie lubię powtarzalności, nie rozumiem wręcz tematu, a tu proszę nie znam tyle miejsc w rodzinnym mieście. Aż wstyd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest, wszystkie zdjęcia są zrobione we Wrocławiu, a mostek, który rozpoznajesz, faktycznie znajduje się nieopodal Lidla (ul. Smolecka). Ze zindentyfikowaniem miejsca widocznego na ostatnim zdjęciu też pewnie nie będziesz mieć większych trudności, bo to ulica na starym mieście, którą na pewno wielokrotnie przechodziłaś.

      Zwykle, gdy szukam ciekawych zakamarków, uderzam w stronę Nadodrza i Ołbina, no ale tym razem miało nie być jak zawsze. A Ty, dokąd we Wrocławiu byś się wybrała na poszukiwania oryginalnych ujęć?

      Usuń
    2. Dobre pytanie. Myślę i myślę i nie wiem dokąd bym poszła... Chyba także postawiłabym na Nadodrze i może jeszcze poszwendałabym się po bocznych ulicach Rynku, bo tam zazwyczaj udaje mi się zrobić jakieś ciekawsze zdjęcia :)

      Usuń
  2. Ja myślę, że często wracamy do tego, co było, ponieważ czasami mamy ochotę "przypomnieć" i odświeżyć sobie te emocje, uczucia, które towarzyszyły nam w danym momencie... A z drugiej strony czasami ludzie działają "automatycznie" nie zastanawiając się nad niczym i tyle. Nie można uogólniać ... każdy patrzy na wszystko zupełnie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podzielam Twoje zdanie w stu procentach, choć czytałem kiedyś, że usiłowanie przeżycia na nowo tych samych pozytywnych emocji, posiłkując się jak najdokładniejszym odtwarzaniem towarzyszących im okoliczności, to najkrótsza droga do rozczarowania.

      Usuń